|
Pieniny to osobliwe pasmo górskie stanowiące środkową część jednostki
tektonicznej nazywanej Pienińskim Pasem Skałkowym. Długość tego pasa
waha się w granicach ok. 600 km i ciągnie się łukiem od Wiednia do Rumuni.
W Polsce grzbiet Pienińskiego Pasa Skałkowego najlepiej jest widoczny
tylko na pewnym 35 km odcinku ciągnącym się od okolic Dursztyna na zachodzie
do Doliny Białej Wody i okolic Litmanovej na wschodzie.
Pasmo Pienin składa się z trzech podstawowych członów podzielonych przełomem
Dunajca. Patrząc od strony zachodniej wyróżniamy: Pieniny Spiskie, następnie
między Czorsztynem a Szczawnicą - Pieniny Właściwe oraz kończące się w okolicach
Litmanovej - Małe Pieniny.
Budowa geologiczna Pienin jest bardzo skomplikowana lecz ogólnie
można przyjąć, że góry te budują głównie jurajskie oraz dolno- i
środkowokredowe skały wapienne.
Najpiękniejsze i najbardziej atrakcyjne są Pieniny Właściwe. Rozciągają
się tylko na 12 km odcinku, ale za to imponują zjeżonymi turniami masywu
Trzech Koron i przepięknym przełomem Dunajca cieszącym się opinią
najładniejszego przełomu rzecznego Europy.
Najwyższym szczytem Pienin jest góra Wysoka wznosząca się 1050 m n.p.m.
Na jej zboczach w 1961 r. utworzono rezerwat Wysokie Skałki, którego celem
była ochrona górnoreglowego naturalnego lasu świerkowego. Ponadto w okolicach
rezerwatu znajdują się takie perełki przyrodnicze jak: Wąwóz Homole i
Dolina Białej Wody.
Wokół całego pasma Pienin rozlokowały się malownicze wsie i miasteczka
góralskie z bogatą przeszłością historyczną. Rolę stolicy Pienin pełni
uzdrowisko Szczawnica słynące z wód mineralnych, przepięknej architektury
góralskiej i różnorakich atrakcji turystycznych.
Nasza wycieczka została tak zaplanowana, aby nie niszcząc przyrody
Pienińskiego Parku Narodowego można było jak najlepiej zobaczyć piękno
górskiej przyrody, poznać historię tych ziem,
zachwycić się lokalną architekturą oraz skorzystać z atrakcji turystycznych
przygotowanych przez gospodarzy.
W tym celu wykorzystamy przede wszystkich asfaltowe drogi wijące się
między pienińskimi szczytami. Nie zabraknie jednak podjazdów oraz
terenowych odcinków górskich.
Podróż rozpoczniemy i skończymy w Szczawnicy. Warto akurat to miasto
wybrać za bazę noclegową, ponieważ łatwo stąd wyjechać i wrócić.
Najcenniejszym prezentem jaki Szczawnica może ofiarować przyjezdnym to
specyficznym mikroklimat i różnorakie źródła mineralne, od których wzięła
się nazwa miasta. Szczawami właśnie tutejsi górale określali źródła z kwaśną
wodą.
Pierwsze wzmianki o Szczawnicy pochodzą z 1413 r. kiedy to
Władysław Jagiełło przekazał Abrahamowi z Goszyc 400 florenów i przy tej
okazji wymienił Szczawnice: Wyżnią i Niżnią.
Dynamiczny rozwój Szczawnica przeżyła w połowie XIX w. Wtedy to zaczynają
powstawać łazienki, budynki zdrojowe, pensjonaty, oprawiane są źródła
mineralne, poszerzono Park Zdrojowy oraz zaczęto zapraszać do miasta
sławnych ludzi.
W czasach dzisiejszych Szczawnica dalej pełni funkcję uzdrowiskową
specjalizując się w leczeniu schorzeń narządów ruchu,
chorób dróg oddechowych, przewodu pokarmowego
i dróg moczowych.
Jadąc rowerem przez miasto zachwycać się można praktycznie wszystkim.
Po pierwsze okalającymi Szczawnicę górami na zboczach, których stoją
domki górali i letników; bardzo ładnie we wschodniej części miasta
w architekturę wkomponowuje się rzeka Grajcarek; duża część budynków
ozdobiona jest charakterystycznymi góralskimi akcentami; wspaniale
jeździ się alejkami parkowymi i drogą rowerową wzdłuż rzeki; można
obserwować i fotografować płynące Dunajcem tratwy i kajakarzy;
przykuwa wzrok także Kortuńka stojąca pośrodku Dunajca.
A gdy zejdziemy z rowerów mamy do dyspozycji wyciąg na Palenicę,
tor saneczkowy, pyszną kuchnię, spacery po górach no i oczywiście bazary
z pamiątkami.
Jeżdżąc rowerem po mieście trzeba przede wszystkim uważać na tłok
panujący w centrum i na głównych deptakach oraz samochody przeciskające się
wąskimi uliczkami.
Opuszczamy Szczawnicę i asfaltową drogą wzdłuż Dunajca docieramy do
Krościenka. Miejscowość jest nie co mniejsza w porównaniu ze
Szczawnicą, ale z podań historycznych wynika, że starsza. Już na
przełomie XII i XIII w. istniała tutaj osada służebna Zamku Pienińskiego.
Dopiero w 1348 r. król Polski - Kazimierz Wielki - lokował miasto na prawie
magdeburskim nazywając je "Crosno".
W Krościenku warto zobaczyć przede wszystkich zabytkowy układ
urbanistyczny rynku oraz XIV w. kościół p.w. Wszystkich Świętych. Krościenko
jest także bardzo dobrym i chyba najlepszym miejscem, z którego można
wyruszyć na szczyt Trzy Korony u podnóża, którego wije się przełom Dunajca.
Przez miasto od stuleci przebiega ważny szlak handlowy, który dzisiaj
występuje w postaci ruchliwej drogi łączącej Nowy Targ z Nowym Sączem.
Dlatego jadąc rowerem przez wioskę trzeba bardzo uważać na wzmożony
ruch samochodów osobowych i ciężarowych.
Opuszczamy Krościenko, ale jeszcze nie gminę. Jedziemy ruchliwą drogą
prowadzącą do Nowego Targu, z której po 4 km skręcamy w prawo do Grywałdu.
Jest to silnie rozczłonkowana wieś składająca się z wielu przysiółków
położonych na stokach Lubania (1211 m n.p.m.) należącego do pasma
górskiego nazywanego Gorcami.
Jadąc rzadko uczęszczaną jezdnią położoną w dolinie Wąskiego Potoku po
ok. 1 km docieramy do jednego z najważniejszych zabytków tego rejonu.
Na niewielkim pagórze stoi drewniany kościół z przełomu XV i XVI w. p.w.
św. Marcina. Przekraczamy drewniany mostek i schodami podchodzimy wyżej, aby
przyjrzeć się zabytkowi. Wy już teraz możecie poznać jego historię klikając
tutaj.
Wracamy z powrotem na główną drogę prowadzącą do Nowego Targu. Pomoże nam ona
dojechać do malutkiej wioski Hałuszowa leżącej tuż obok Pienińskiego Parku
Narodowego.
Do tej pory podróż była w miarę prosta, gdyż odbywała się głównie w dolinach
rzek i strumieni. Jadąc przez Hałuszową natkniemy się na pierwsze strome podjazdy,
które okupione potem i wysiłkiem wyprowadzą nas na przełęcz Osice (668 m n.p.m.).
Biegnie przez nią jedyna asfaltowa droga przekraczająca główny grzbiet Pienin.
My jednak nie porywamy się od razu na asfalt, ale wykorzystując szlak
prowadzący do Czorsztyna jedziemy dalej na wschód. Polna droga doprowadza nas do
miejsca, z którego rozciąga się fantastyczny widok na Jezioro Czorsztyńskie,
Pieniny Spiskie, ruiny zamku w Czorsztynie, Niedzice z zamkiem oraz Tatry
górujące daleko na horyzoncie.
W takim miejscu warto zrobić sobie dłuższą przerwę, wziąć aparat fotograficzny
i wykonać wspaniałe zdjęcia.
Wracamy na przełęcz Osice i dalej już asfaltową drogą przedzieramy się przez
główny grzbiet Pienin. Droga jest raz z górki, a raz pod górkę. Dookoła
widzimy las, łąki, górskie szczyty, a w pewnych miejscach także wapienne skały
stojące tuż obok drogi.
Gdy już przedrzemy się na drugą - południową - część Pienin naszym oczom
ukaże się fantastyczny widok na dolinę Dunajca z Sromowcami Wyżnymi i Spiską
Starą Wsią w roli osad ludzkich. Daleko na horyzoncie ponownie widzimy potężne
pasma Tatr Wysokich po szczytach, których przetaczają się chmury.
Stojąc na poboczu jezdni obserwujemy jak asfaltowa droga, którą pojedziemy
z każdym metrem dalej zamienia się w wstążkę wijącą się pośród pól i
gubiącą się gdzieś w głębi doliny.
Ruszyliśmy, dość duże nachylenie stoku rozpędza nasze rowery do
przyzwoitych prędkości tak, że po kilku minutach jesteśmy już na zaporze wodnej
zbudowanej na Dunajcu. Tutaj obserwujemy przez chwilę Jezioro Sromowskie,
następną zaporę w Niedzicy oraz zamek.
Następnie kierujemy się do granicy polsko-słowackiej, którą przekraczamy
i asfaltową drogą jedziemy do Czerwonego Klasztoru.
Czerwony Klasztor słynie z zabytkowego zespołu poklasztornego wybudowanego
w XIV w. przez braci z zakonu kartuzów. Teren byłego klasztoru jest podzielony
na obszar ogólnie dostępny oraz muzealny, który można zwiedzać dopiero
po zakupie biletu wstępu.
Spacerując po dziedzińcu i między budynkami namacalnie dotykamy historii, a
jeśli ktoś chciałby bardziej poznać dzieje tego byłego klasztoru wystarczy,
że kliknie
tutaj.
Obok klasztoru jest niewielki park, a przy nim stacja łodzi flisackich.
Zmęczone nogi można odświeżyć w wodzie Dunajca lub Lipnika albo usiąść
na kamieniach i podziwiać turnie Trzech Koron (982 m n.p.m.).
Na drugiej stronie Dunajca leżą Sromowce Niżne, do których można
przejść mostem przystosowanym tylko do obsługi pieszych i rowerzystów.
Zostawiamy Czerwony Klasztor w tyle i doliną Lipnika jedziemy w kierunku
Starej Lubowli. Droga jest spokojna bez stromych podjazdów i dużego
ruchu samochodowego. Po naszej lewej stronie widzimy co chwilę nowe
wychodnie skał wapiennych Pienin Małych wynurzające się między
drzewami. Po prawej stronie mamy Magure Spiską, a tuż przy drodze wiejski
krajobraz Słowacji.
Gdy minęliśmy Wielki Lipnik droga zrobiła się bardziej stroma
i zaczęła podchodzić na przełęcz Strananske Sedlo (730 m n.p.m.).
To z niej zielonym szlakiem można bardzo szybko dojść na najwyższy
szczyt Pienin - Wysoką wznoszącą się 1050 m n.p.m.
Odpoczywamy chwilę podziwiając górski krajobraz. Po chwili
opuszczamy przełęcz i jak się okazuje Pieniny i na kilka godzin
wjeżdżamy do innej krainy geograficznej, a mianowicie Doliny Popradu.
Za nim jednak tam dotrzemy odwiedzimy po drodze niewielką wioskę -
Kamienka.
Każda miejscowość ma w sobie pewne elementy, o których z zaciekawieniem
można opowiadać przyjaciołom. Nie inaczej było w przypadku Kamienki.
Zaraz po wjeździe nie przykuła naszej uwagi niczym szczególnym;
domy wzdłuż ulicy i ludzie siedzący
w ogródkach. Dopiero po przybyciu do centrum zauważyliśmy pewien
brak zmian po czasach komunistycznych jakie przecież dokonały się
w wielu miastach i wsiach. Tutaj wręcz przeciwnie; sklepy i mini centrum
handlowo-usługowe wyglądały jak kiedyś przed 1989 r.
Stojąc na głównym placu w centrum wsi zaglądamy do mapy. Okazuje się,
że w pobliżu jest źródło z wodą mineralną, do którego prowadzą nawet znaki.
Postanawiamy odnaleźć zdrój zwłaszcza, że zapasy wody już się nam skończyły.
Niestety droga prowadzi zbyt wysoko w góry i żeby nie marnować energii
prosimy lokalną ludność o wodę. Jednak to krótkie odbicie od głównej trasy
naszej wycieczki pozwala nam odkryć i zobaczyć drugi charakterystyczny
element Kamienki, a mianowicie je romską dzielnicę.
Jadąc dalej po kilku kilometrach docieramy do Starej Lubowli.
Miasto nie zachwyca architekturą.
Oprócz zabytkowego rynku dużo tutaj bloków z wielkiej płyty i zakładów
przemysłowych. Po ulicach biegają romskie dzieci hałasując i
śmiecąc.
Perełką miasta jest natomiast leżący kilka kilometrów od centrum
zamek należący w przeszłości do rodu Lubomirskich. Stara Lubowla jak i okoliczne
ziemie przez kilka stuleci należały do Rzeczypospolitej, która je utraciła
podczas I rozbioru. Jak wielkie znaczenie dla naszego państwa
miał kiedyś ten zamek niech świadczy fakt, że podczas "potopu szwedzkiego"
przechowywano w nim polskie klejnoty koronne.
Wracamy z powrotem w góry. Chcemy dotrzeć do przełęczy Rozdziela
(803 m n.p.m.), gdzie znajduje się polsko-słowackie przejście graniczne.
W tym celu zbaczamy na drugorzędne drogi prowadzące do wiosek: Jarzębina i
Litmanowa. Obydwie są niewielkie, leżące w małych dolinach górskich potoków.
Dojazd nie jest skomplikowany i trudny choć mogą się zdarzyć trudniejsze podjazdy.
W obydwu wioskach znajdują się świątynie greko-katolickie mówiące specyficznej
historii tych ziem. O mieszkających tu ludziach niech świadczy także fakt,
że przed wjazdem do Jarzębiny mamy tablicę z nazwą miejscowości wypisaną
cyrylicą.
W okolicy Jarzębiny możemy także zobaczyć Jarabinski Przełom. Jest to
niewielki kanion utworzony przez potok Mały Lipnik w wapiennym podłożu.
Natomiast w Litmanowej na zboczach górskiego szczytu Ellaszówka (1024 m n.p.m.)
stoi Sanktuarium Maryjne.
Gdy już dotrzemy na koniec wsi Litmanowa, skręcamy w szutrową drogę i zaczynamy
podjaz na przełęcz Rozdziela. W pierwszym etapie droga nie jest trudna; zbocza
górskie mają łagodne stoki, a droga jest szeroka. Jadąc widzimy głównie łąki,
bacówki i wyżej położone połacie lasu.
Trzymając się szlaku przekraczamy strumień, za którym jest już coraz stromiej.
W końcowym etapie podjazdu trzeba będzie zjechać z drogi i ścieżką pośród łąk
dotrzeć do granicy państwa.
Żeby się nie zgubić trzeba jedynie pamiętać aby nie zjechać ze szlaku.
|