|
Czy myśleliście kiedyś o wycieczce rowerowej obfitującej w trudne do pokonania
przeszkody, tajemniczej, pełnej urokliwych miejsc i trudno przejezdnych odcinków.
Takiej gdzie rzadko spotkamy "żywego człowieka", ale jednocześnie będziemy mogli podziwiać
jego myśl techniczną. Takiej gdzie niebezpieczeństwo splata się z wysiłkiem
fizycznym i jedynie nasza wytrwałość jest zdolna doprowadzić nas do końcowego
sukcesu. Jeśli tak to mam dla Was trasę spełniającą wszystkie te warunki.
Wybierzemy się w podróż śladem linii kolejowej łączącej kiedyś Zabrze z Tworogiem.
W chwili obecnej pociągi tędy nie kursują ponieważ torowisko i cała jego infrastruktura
została rozebrana i z każdym rokiem jest w coraz większym stopniu zajmowana przez
roślinność.
Aby pokonać cały odcinek tej trasy trzeba mieć koniecznie rower górski
z odpowiednimi oponami do jazdy w terenie. Mile widziane są amortyzatory choć
bez nich dacie radę. Odradzam natomiast podróż wszelkiego rodzaju rowerami
typowo szosowymi np. kolarki, rowery do jazdy po mieście czy typu rekreacyjnego.
Chodzi o to, że te drugie nie są przystosowane do jazdy po grząskim piasku,
kamieniach, podkładach kolejowych, szkle, gałęziach, gruzie itp. Więc jeśli
nie chcemy utknąć w środku lasu z dala od najbliższego domu to radzę wybór
roweru wziąć na poważnie.
Oprócz odpowiedniego sprzętu należy zabrać ze sobą pompkę, łatki, prowiant
i sprawdzić prognozę pogody. Najlepiej wyruszyć w dzień bezdeszczowy ze względu
na brak schronienia przed deszczem. Odradzam również organizowanie
wycieczki tuż po deszczu np. następnego dnia bo ugrzęźniecie w błocie i kałużach.
Trasa wymaga dużego wysiłku fizycznego więc może warto pomyśleć o jakimś napoju
reenergetyzującym.
|
UWAGA !!!
W czasie podróży należy zachować szczególną ostrożność przy mostach, przejazdach,
na skarpach, dawnych stacjach kolejowych. Są to miejsca niebezpieczne i nie zachowanie
ostrożności może doprowadzić do wypadku a w konsekwencji do kalectwa lub śmierci.
Autor serwisu nie ponosi odpowiedzialności za skutki nieprzestrzegania
warunków bezpiecznej jazdy.
W dalszej części opracowania zostały przedstawione i omówione miejsca mogące
stwarzać niebezpieczeństwo.
|
Wycieczkę można rozpocząć z różnych miejsc. Ja się pokusiłem o punkt z którego
podróż będzie trwała najdłużej. Jest to leśny przejazd niedaleko miejscowości
Boruszowice. Jak tam trafić? - to najlepiej zobrazuje nam dołączona
mapa.
Gdy znajdziemy się już na miejscu, kierujemy swe rowery
w stronę miejscowości Miedary. W przeciwnym kierunku dojechalibyśmy do czynnej
linii kolejowej Tarnowskie Góry - Tworóg. Jest to bardzo niebezpieczne, gdyż
regularnie kursują tam pociągi.
W pierwszej chwili gdy już poruszamy się naszą trasą ogarnia nas niesamowite
uczucie. Już nie drogą nie ścieżką, ale właśnie trasą gdzie kiedyś kursował pociąg
zwiedzamy okolicę. Tędy nic nie jeździ, mijane drogi przecinające nasz szlak
wiodą gdzieś tam... Nasz rower jest jak pociąg, jedzie prostą wytyczoną drogą
i ma "pierwszeństwo" w napotkanych skrzyżowaniach.
Już na samym początku
napotkamy kupki gruzu po zburzonych słupach czy pozostałości po gruzowym nasypie
kolejowym. Większość podsypki kamiennej została wraz z szynami i podkładem
wywieziona. Prace te spowodowały odsłonięcie podłoża piaskowego, po którym jedzie
się bardzo ciężko. Piasek kusi więc znajdują się ludzie, którzy go "pożyczają"
powodując powstanie dołów czasem trudnych do ominięcia.
Jadąc w kierunku Miedar należy uważać przy mostku i nasypie - jest dość
wysoko i stromo. Także tuż przed Miedarami przejeżdżamy pod mostem, na którego
zbocza nie wchodzimy.
Za nim dotrzemy do Miedar po drodze będziemy mogli obserwować
las, który otacza nas z wszechstron. Z czasem otoczenie zacznie się zmieniać.
Zauważymy że las robi się coraz rzadszy, aż zaniknie w ogóle ustępując miejsce
polom z zabudowaniami w oddali.
Z biegiem czasu będziemy się zbliżać do dawnej stacji kolejowej
w Miedarach. Przywita nas pusty asfaltowy peron w znacznym stopniu zarośnięty
trawą i młodymi drzewami. Tuż obok widać pozostałości po bocznicy kolejowej.
Wszędzie dookoła mnóstwo szkła więc trzeba uważać.
Kilkadziesiąt metrów dalej stoi budynek stacji kolejowej "Miedary" wraz z byłym magazynem.
Jeszcze dzisiaj widać miejsce, w którym wisiała tablica z nazwą miejscowości oraz
wyjście z poczekalni na peron. Mimo moich usilnych prób nie udało mi się ani
teraz ani w każdej następnej stacji znaleść takowej tablicy - nawet na peronach.
Choć z zewnątrz budynek stacji wygląda nie najlepiej to w środku mieszkają ludzie i
należy uszanować ich prywatność i spokój.
Pozostałość po dawnej infrastrukturze kolejowej Miedar świadczy także nazwa ulicy -
ul. Kolejowa, która łączy stację z drogą Laryszów-Miedary.
Oh zrobiło się tak sentymentalnie jednak pora ruszać dalej.
Mijamy drogę Laryszów-Miedary i stopniowo wbijamy się w wzgórze. Z dwóch stron
otaczają nas coraz wyższe i i bardziej strome zbocza porośnięte gęsto grochodrzewami (akacjami).
Podłoże jest piaszczyste lecz mocno ubite więc jazda nie stwarza problemów.
Przeszkadzać mogą jedynie powalone gałęzie i kałuże.
Docieramy do ciekawego architektonicznie mostu. Wykonany jest z cegły, wysoki na
kilka metrów, półkolisty z ciekawymi zdobieniami. Most łączy okoliczne pola z miejscowością
Miedary. Z góry rozpościera się niezły widok na trasę którędy jeździła kolej.
Obserwując okolicę z góry mostu należy zachować szczególną
ostrożność. Jest tutaj bardzo wysoko i zbytnia swoboda może się skończyć tragicznie.
Jedziemy dalej w kierunku Zbrosławic. Droga jest coraz trudniejsza:
częściej występują kałuże, luźne piaszczyste podłoże powoduje, że koła
grzęzną a i czasem trzeba zejść z roweru bo duże nierówności podłoża uniemożliwiają
dalszą jazdę. Jest dziko, cicho, a z pobliskich krzewów słychać jakieś szmery. Wtem
nie zdając sobie sprawy, że mogę napotkać takiego zwierza dokładnie tuż
nade mną przeleciał duży łowny ptak. Może był to orzeł, może myszołów. Żałowałem tylko
że nie zdołałem go sfotografować. Pięknie - sobie myślę. Od tej chwili baczniej
rozglądałem się na boki jednak niczego nie zauważyłem. Schowałem aparat by kilkadziesiąt
metrów dalej znowu nie uwiecznić pięknej sarenki skaczącej w kłosach zboża.
Jak pech to pech.
Z biegiem czasu na horyzoncie zaczęły pojawiać się pierwsze domostwa -
to Zbrosławice. Jadę wysokim nasypem z jednej strony na pewnych odcinkach wzmacnianym
murem oporowym, a z drugiej stromo opadającym w kierunku pól i ogródków. Dojechałem
do mostu pod którym wiedzie droga łącząca Tarnowskie Góry ze Zbrosławicami. Roztacza się
stąd piękny widok momentami przypominający krajobraz górski.
Trzeba tutaj bardzo uważać gdyż most mimo, iż posiada barierki leży wysoko
nad jezdnią. Największą jednak uwagę należy zwrócić na kilkusetmetrowym odcinku za
mostem przy rzece Dramie. Jest tam tak stromo, że można śmiało powiedzieć o
przepaści.
To tutaj w pobliżu znajduje się zespół bunkrów. Ja jednak ze względu na brak
czasu i odcinek jakim miałem jeszcze do pokonania nie podjąłem się ich
poszukiwania.
Najgorsze miało dopiero nadejść. Po przejechaniu mostu
zaczęła się prawdziwa katorga. Właściwie od mostu aż do stacji kolejowej w
Kamieńcu trasa była bardzo ciężka. Po pierwsze wszędzie dookoła piach. Wierzchnia
warstwa nasypu kamiennego została zebrana. Koła co chwilę grzęzną w bardzo
sypkim piasku. Żeby tego było mało powierzchnia była nie równa tzn.
płaszczyzna na trasie a właściwie płaszczyzny były na różnych wysokościach.
Dodatkowo piasek jest wykopywany, powoduje to powstawanie ogromnych dołów
dochodzących do 4-5 metrów oraz wysokich na ponad 1m wałów piasku.
Najgorsze, że taki stan drogi ciągnie się przez kilka kilometrów. Powoduje
to, że co chwilę trzeba schodzić z roweru, przenosić go, czasem prowadzić
- bo jazda jest niemożliwa, a prędkość jaką uzyskamy to najwyżej 10 km/h.
Największą uwagę trzeba zwrócić przy głębokich dołach bo można do nich
wpaść.
Gdy już uporaliśmy się z piaskiem nadeszła druga przeszkoda
komplikująca przebieg trasy. Tą przeszkodą są kamienie podsadzkowe, po których
zbyt szybka jazda może doprowadzić do utraty równowagi. Oprócz kamieni
pożądnie nas wytrzęsą drewniane podkłady kolejowe, a nie raz drogę zatarasują
młode drzewa i krzewy, przez które trzeba się przedzierać. Uczucie niesamowite -
tak jakbyśmy docierali do niezbadanych jeszcze nikomu miejsc.
Jadąc w kierunku Wieszowej po drodze mijamy dawny dworzec
w Zbrosławicach i ledwo już widoczny peron stacji w Kamieńcu. Dookoła pagórkowaty
polny teren z pojedynczo występującymi domkami, gdzieniegdzie las. Z jednego
miejsca rozpościera się przepiękny widok na jezioro leżące w Kamieńcu. Więcej
informacji na temat samego jeziora jak i Kamieńca znajdziecie czytając
trasę nr 11.
Są także odcinki nietypowe. Kiedy wjeżdżamy w głęboki wąwóz, którego zbocza
porastają stare potężne akacje. Takich okazów nigdzie jeszcze nie
widziałem. Niektóre gałęzie pod wpływem wiatru połamały się tarasując drogę.
Tworzy to tajemniczy klimat z nutką strachu, że coś z krzaków wyskoczy ;).
Za nim dotrzemy do dworca kolejowego w Wieszowej miniemy
teraz już nowocześniejszy most, po którym biegnie droga łącząca Wieszową z Pyskowicami.
Wieszowa - średniej wielkości wioska położona w gminie Zbrosławice,
niedaleko Zabrza i Gliwic. Przez Wieszowę przebiega ważna droga łącząca Bytom z Opolem.
Jest to miejscowość typowo rolnicza a mimo to podobnie jak w Miedarach i Zbrosławicach
wybudowano tutaj stację kolejową. Od kiedy PKP zaczęło likwidować nierentowne
linie kolejowe wiele było w Polsce niewielkich wiosek mających własną stację kolejową.
Dobre czasy się skończyły i obecnie pozostał autobus lub własne nogi.
Wróćmy jednak do naszej podróży. Mijamy drogę biegnącą obok stacji i
pierwsze co rzuca się nam w oczy to budynek. Architektonicznie podobny do tych,
które już poznaliśmy w Miedarach i Zbrosławicach. Jest jednak od nich trochę większy,
ma obszerniejszy magazyn i 2 perony. Też zamieszkują go ludzie oraz zajadłe psy.
Spotkała mnie tu mała przygoda. Mianowicie wjeżdżając na zarośnięty peron nagle
dobiegły mnie słuchy ujadającego wilczura a chwile potem odgłosy jakiegoś
małego kundla. Myślę sobie - pięknie jak mnie teraz zaatakują to nie zostanie mi nic
innego jak porzucić rower i uciec, ewentualnie wspiąć się na drzewo.
Okolica jest dosyć odludna więc na reakcję właścicieli nie miałbym co liczyć.
I rzeczywiście odgłosy szczekania stawały się coraz głośniejsze i nagle zza magazynu
wybiegł "wściekły" zjeżony kundel. Przeskoczył na pierwszy peron i zaczął głośno ujadać.
Przyznam, że miałem strach w oczach na dodatek słysząc gdzieś z tyłu wilczura, który był
chyba jednak zamknięty. Z siadłem z roweru i przeciwko rozsądkowi skierowałem swe kroki
w stronę pieska. Ten chyba zdziwiony moją reakcją zaczął się cofać :).
Na dowód proszę spojrzeć na zdjęcie obok. Chyba widać jego niezadowolenie :).
Oczywiście odradzam rozdrażnianie zwierząt bo może się to niemiło skończyć.
Samego budynku zarówno tu jak i wcześniejszych nie zwiedzałem.
Głównie z powodu, że mieszkają w nich ludzie. W tym przypadku dochodziła jeszcze
przeszkoda w postaci pieska. Zatem poznawanie budynków tutejszych dworców kolejowych
ograniczyłem do obserwacji z zewnątrz. Wszystkie napotkane nie odznaczały się
jakąś szczególną linią architektoniczną. Proste w budowie z charektyrystycznymi
łukami lub półkolami przy wyjściu na perony. Wyjście prowadziło pewnie
do poczekalni lub dworcowego barku. Dach wykonany jest z dachówek ceglastego koloru
w znacznym stopniu już zabrudzonych i skorodowanych. Każdy z nich posiada także
poddasze z niedużymi oknami gdzie mógł się mieścić np. strych czy pomieszczenia
gospodarcze.
Na Peronie oprócz traw i akacji, które w dużym obrosły okolicę można dostrzec
pozostałości po ławkach, torowisku (już bez szyn) oraz kamienie kilometrażowe -
prawdopodobnie pokazujące odległość jaka została do przebycia w kierunku stacji
Zabrze - Mikulczyce.
Być może ktoś z Was odczuje nutkę sentymentu do tego miejsca bo mnie osobiście
jest troche żal, że ta linia przestała istnieć.
Pora jednak ruszyć w dalszą podróż. Opuszczamy stację by wkroczyć
w znane już otoczenie; raz pola, przejazdy i akacje, przy czym droga już łatwiejsza.
Mniej piasku, brak dołów a grunt stabilniejszy.
Wjeżdżamy po raz kolejny do wąwozu porośniętego akacjami by z czasem dotrzeć
do mostu w okolicach Zabrza Grzybowic, przy którym kończymy wycieczkę.
Pozostaje tylko wspiąć się zboczem ku górze (wspinaczka z rowerem była
trudna, łatwo się pośliznąć) i ostrożnie wjechałem na drogę. Później odkryłem, że
z drogi do wąwozu prowadzi ścieżka - widocznie ludzie dosyć często na tym odcinku go
wykorzystują.
Na koniec chciałbym dodać, że trasa jaką zaproponowałem
przeznaczona jest dla najwytrwalszych rowerzystów. Jest trudna i niebezpieczna.
Dlatego przed rozpoczęciem warto dobrze się zastanowić i odpowiednio zorganizować.
Warto jednak podjąć trud wyprawy głównie z powodów historycznych mijanych miejscowości,
ale nie tylko. Jadąc dawną trasą kolejową mamy takie odczucie spoglądania
na otaczający nas świat z punktu widzenia pasażera siedzącego przy oknie
przejeżdżającego pociągu.
Życzę miłych, niezapomnianych wrażeń.
|
|
więcej zdjęć w fotogalerii
Obserwując ścianę lasu wyraźnie widać wycięte drzewa pokazujące którędy
biegła linia kolejowa.
Rozpoczynając wycieczkę zauważymy pozostałość po dawnej linii kolejowej.
|
W drodze do Miedar będziemy przejeżdżać mostkiem nad jedną z leśnych ścieżek.
Trzeba uważać żeby nie spaść bo brakuje barierek ochronnych.
|
|
W zmieniającym się krajobrazie zauważymy w oddali domostwa miejscowości Miedary.
|
Kilkaset metrów dalej po wyjeździe z lasu będziemy przejeżdżać pod mostem,
na którym biegnie droga łącząca Tarnowskie Góry z Miedarami.
Dziś stacja kolejowa w Miedarach to zarośnięty peron i jego okolica, zlikwidowana
infrastruktura oraz mieszkania w budynku stacji. O istniejącej tutaj kiedyś linii kolejowej
świadczą także krzyże św. Andrzeja ustawione przy pobliskiej drodze.
|
Tuż za stacją w Miedarach znajduje się wysoki, ceglany most, z którego rozciąga
się fantastyczny widok. Trzeba jednak uważać.
|
|
Kałuże nie tylko urozmaicają wycieczkę, ale także stanowią pewne utrudnienie
w pokonywaniu drogi. Nikt jednak nie mówił, że będzie łatwo.
|
|
Ceglany mur oporowy chronił przez wiele lat torowisko przed możliwością wystąpienia
osunięcia gruntu.
|
|
Most nad drogą łączącą Tarnowskie Góry ze Zbrosławicami dostarcza wielu
wspaniałych widoków na otaczające go domostwa, łąki, pola i krętą jezdnię.
Ogrom przeszkód jakie czekają na nas jest porównywalna do niejednej z tras,
na których organizuje się zawody MTB.
|
Dworzec kolejowy w Zbrosławicach - tak podobny do tego w Miedarach -
oraz widok rozciągający się na okoliczne pola.
|
Zarośnięty peron stacji kolejowej w Kamieńcu, gdzie nie było budynku
dworca kolejowego. Kilkaset metrów za stacją można zobaczyć wspaniały
widok leżącego pośrodku Kamieńca jeziora.
|
Współczesny most a my pod nim. Wyraźnie można zaobserwować potężne akacje,
których gałęzie zwisają nad naszą trasą.
|
|
Tak dziś wygląda opuszczona stacja kolejowa w Wieszowej.
|
W ten oto nietypowy sposób kończymy wycieczkę. Z jednej strony wita nas
gmina Zbrosławica a z drugiej miasto Zabrze.
|