|
Trasa
|
Przebieg
|
km
|
czas
|
mapa
|
|
Góry Opawskie

fotogaleria
|
Punkty wyprawy:
1. dojazd do Głuchołaz,
2. baza wypadowa,
3. Biskupia Kopa, Zlaté Hory, Jeskyně na Špičáku,
4. Rejvíz, Jeseník, Lázně Jeseník, Jeskyně na Pomezí,
5. Červenohorské sedlo,
Praděd, Karlova Studánka.
|
350 km
|
5 dni
|
tak
670 Kb
|
|
|
Wstęp
Opowieść rozpocznę chyba nie od mylnego stwierdzenia, że
Góry Opawskie należą do najmniej znanych i raczej rzadko albo w ogóle nie
prezentowanych turystom jako miejsce wypoczynku. I rzeczywiście położone
na południowych krańcach opolszczyzny (województwa kojarzonego raczej z
rolniczymi nizinami) zaledwie kilkoma szczytami nadają takim
miejscowościom jak Dębowiec, Pokrzywna, Jarnołtówek czy Głuchołazy
charakter miejscowości górskich.
Zdecydowanie większa część Gór Opawskich leży po stronie czeskiej,
przy czym nasi południowi sąsiedzi nazywają je Jesenikami.
Warto przy okazji nadmienić, że góry te widać ze wzniesienia w Księżym Lesie
o czym można przeczytać w opisie trasy nr 10.
Dodatkowymi atutami jakie zachęciły mnie do odwiedzenia tego rejonu Polski były liczne audycje
telewizyjne poświęcone historii kopalnictwa złota w tym rejonie oraz chęć
sprawdzenia swoich sił w górach, a była to moja pierwsza tego typu
wyprawa.
W drogę zabrałem najpotrzebniejsze
rzeczy, a więc: ubranie, jedzenie, sztućce, gaz, palnik, garnki, elementy
higieny, narzędzia itp. Z trudem wpakowałem wszystko do 30l plecaka ale
udało się.
Nocleg mieliśmy już wcześniej zarezerwowany w Schronisku Młodzieżowym
w Głuchołazach tak więc o dach nad głową nie musieliśmy się martwić.
Wyprawę podzieliłem na 5 części, w których opisuję każdy kolejny dzień oraz
dodatkowo naszą bazę wypadową. Mając na uwadze czytelność strony
postanowiłem dla każdego kolejnego punktu wpierw przytoczyć część opisową
następnie wskazać strony, które warto odwiedzić oraz na samym końcu
umieściłem galerię fotograficzną.
Przed i w czasie wyprawy korzystaliśmy z następujących map:
1. Góry Opawskie - mapa turystyczna, skala 1: 40 000, Studio Wydawnicze PLAN,
www.plan.pl
2. Jeseniky, skala 1: 100 000, Kartografie Praha, 1996 r.
Strony podejmujące temat Gór Świętokrzyskich:
- Góry Opawskie - miejsca tajemne
- O Górach Opawskich w Sudeckim Informatorze Turystycznym
- Opis wyprawy rowerowej w Góry Opawskie zespołu Travel Bike
- Fotogaleria - MTB na surowo
|
|
Wyruszamy w drogę (14.07.2006 r.)
Pobudka wcześnie rano o 4:30. Choć lipiec był bardzo upalny kilka dni poprzedzających
nasz wyjazd upływały pod znakiem przelotnych opadów deszczu.
Dokładne analizy map pogodowych wskazywały na kilkugodzinne opady w samych górach.
Choć prognozy odnośnie Tarnowskich Gór się nie sprawdzały pewna obawa pozostała.
Razem z kumplem - Grzesiem - spotykamy się na gliwickim dworcu PKP gdzie wsiadamy w pociąg
jadący do Kędzierzyna Koźla. W Kędzierzynie Koźlu przesiadamy się w
szynobus jadący do Kamieńca Ząbkowickiego. Skład jest bardzo nowoczesny,
posiada specjalne mocowania dla rowerów, z których nie udaje nam się
skorzystać ze względu na zbyt dużą ilość chętnych. Warto tu nadmienić aby
dobrać sobie tak połączenia kolejowe żeby długo nie czekać na dworcach bo
pociągów jeździ nie za dużo.
Kolejową podróż kończymy w Prudniku skąd
planujemy dotrzeć do Głuchołaz. Nie będę się rozpisywać o historii miasta,
zainteresowanych odsyłam do miejskiego serwisu internetowego. Skupię się
natomiast na własnych spostrzeżeniach.
Prudnik to miasto nie
wyróżniające się niczym szczególnym swymi przedmieściami: domki
jednorodzinne, centra handlowe, sklepy itd. Dopiero rynek i najbliższe
uliczki oddają jego piękno. Zwiedzamy i podziwiamy m.in. wieżę Bramy
Dolnej z 1481 r., ratusz miejski z 1782 r., kolumnę maryjną z 1694 r.,
figurę św. Jana Niepomucena z 1733 r., kościoły, zabytkowe kamieniczki
oraz park miejski z altaną z 1887 r. Udaje nam się również z bliska
podziwiać najstarszy zabytek miasta - wieżę zamkową z XIII w. zwaną
"Pogańską", pozostałą z dawnego zamku Woka. Obecnie stoi ona na terenie
klasztoru ojców jak się nie mylę franciszkanów.
Ruszamy w dalszą podróż. Naszym celem jest jedno z ważniejszych miejsc
nowej historii Polski, a mianowicie Sanktuarium św. Józefa, w którym
więziony był Kard. Stefan Wyszyński. Oto krótka relacja z tego wydarzenia
pochodząca ze strony www.franciszkanie.pl:
"6 października 1954 roku przywieziono ks. Prymasa do Prudnika, umieszczając
go w zrujnowanym klasztorze franciszkańskim, zamienionym na więzienie.
Tutaj przebywał do 28 października 1955 roku. Przez całą dobę trzydziestu
ludzi pilnowało ks. Kardynała i towarzyszących mu współwięźniów, ks.
Stanisława Skorodeckiego i siostrę zakonną Leonię Graczyk.
Kard. Wyszyński w czasie uwięzienia w Prudniku nie mógł spacerować, klasztor w
którym więziono go, był ogrodzony drutami kolczastymi. Ks. Prymas często
chorował, był osłabiony, jednak zdołał ukończyć pisanie "Szkiców na Rok
Liturgiczny", części "Listu do Neoprezbiterów" oraz mniejszych
opracowań."
Przy Sanktuarium znajdują się także groty (jedna zwana
Lurdzką została zamieniona na miejsce, w którym odbywają się nabożeństwa),
droga krzyżowa oraz pomnik ku pamięci więzionego Kard. Stefana
Wyszyńskiego.
Po krótkim odpoczynku jedziemy dalej
w kierunku Dębowca. Z początku droga wiedzie przez las, w którym strasznie
gryzą komary, potem wyjeżdżamy na pola i naszym oczom ukazują się pierwsze
bliskie szczyty Gór Opawskich.
Dębowiec jest niewielką miejscowością,
w pobliżu której na niewielkim wzniesieniu porośniętym lasem znajduje się
dawny kamieniołom zalany przez wodę tworzący tzw. "Żabie Oczko" oraz
pomnik niemieckiego poety Josepha von Eichendorff'a.
Zjeżdżając polną ścieżką ku asfaltowej drodze prowadzącej do
Pokrzywnej czujemy pierwsze krople deszczu niesione przez wiatr. Z daleka
widać jak w naszym kierunku ospale przesuwają się ciemne chmury - cóż
zmokniemy. Ale na razie nie ma co narzekać czas ruszać w dalszą drogę.
Przestało kropić.
Niedaleko szosy leży kamień graniczny królewskiego
miasta Prudnika koło Dębowca z 1730 r. (365 m n.p.m.) i jako jeden z
nielicznych w Polsce wyznacza granice posiadłości miejskich XVIII w. Warto
go zobaczyć ze względu na swą unikatowość.
W dalszej części podróży podziwiamy szczyty górskie pokryte ciemnymi
chmurami, w Pokrzywnej odwiedzamy leśne kąpielisko oraz zwiedzamy samą
miejscowość. Gdy wjeżdżamy do Jarnołtówka - drugiej ważnej miejscowości
turystycznej - zaczyna padać i to coraz silniej. Na szczęście znajdujemy
schronienie w murowanej wiacie przystanku PKS gdzie z dobre pół godziny
siedzimy i czekamy.
Gdy pogoda się stabilizuje na tyle by nie
przemoknąć do suchej nitki jedziemy odwiedzić zaporę na Złotym Potoku z
1907 r. Na fotografiach nie prezentuje się tak okazale jak w
rzeczywistości, ale "maleństwo" ma swoje wymiary: 15,4 m wysokości i 50 m
długości. Z samej góry zapory rozciąga się ładny widok na okoliczne pola i
samą rzekę.
Znowu zaczyna padać. Postanawiamy więc szybko udać się na
przejście graniczne aby dowiedzieć się jak wygląda sprawa przechodzenia na
czeską stronę za pomocą dowodu osobistego by potem zajechać do schroniska.
Choć do przejścia granicznego było ok. 1 km drogi zaczęło tak lać, że na
tym krótkim odcinku przemokliśmy doszczętnie.
A jak to wygląda z paszportami? Otóż z tego co się dowiedziałem, żeby przejść zwykłe drogowe
przejście graniczne wystarczy dowód, żeby skorzystać z turystycznego
potrzebny jest paszport, a korzystać z lokalnego mogą tylko mieszkańcy
danej gminy. Potem informację innych strażników zagmatwały trochę sprawę
więc dla pewności lepiej mieć ze sobą paszport.
Zmoczeni dojeżdżamy do schroniska, załatwiamy sprawy zakwaterowania,
pościeli i zaczynamy się rozpakowywać. W międzyczasie wychodzi słońce i
robi się całkiem sympatycznie więc postanawiamy po późnym obiedzie
zwiedzić miasto.
Głuchołazy założone zostały przez biskupa Wawrzyńca
jako warowna osada graniczna w latach 1220 - 1232 r. Przyczyną powstania
osady był zatarg biskupa z margrabią Moraw Władysławem Henrykiem o
tutejsze złotonośne tereny.
Wydobywane w okolicy złoto przyczyniło się - podobnie jak w Tarnowskich Górach srebro -
do szybkiego rozwoju miasta.
W czasie kilkudniowego pobytu udało nam się znaleść wiele podobieństw,
które łączą Tarnowskie Góry z samymi Głuchołazami jak i jego okolicami.
A oto najciekawsze miejsca i zabytki do odwiedzenia: rynek,
kamieniczki, szachownicowy układ urbanistyczny, resztki murów obronnych,
Wieża Bramy Górnej, Kościół parafialny św. Wawrzyńca, park zdrojowy, XIX w.
dzielnica Głuchołazy Zdrój, a w bliskim sąsiedztwie ruina schroniska z
wieżą widokową, wiszące skały, kaplica św. Anny i stacje drogi krzyżowej.
Przez miasto przebiega tranzytowa linia czeskich kolei. Niestety
nie zatrzymuje się na żadnej stacji w Polsce więc aby skorzystać z pociągu
trzeba udać się do Republiki Czeskiej.
Gdzie warto jeszcze zajrzeć:
- Oficjalna strona miasta Prudnika
- Kard. Wyszyński więziony w Prudniku
- Jarnołtówek i Pokrzywna
- Oficjalna strona miasta Głuchołazy
- Głuchołazy - Twoja Brama w Góry Opawskie
- Głuchołazy w obiektywie
|
|

|
|
|
|

|
|
|
|
więcej zdjęć z tego dnia podróży w fotogalerii
|
|
Baza wypadowa
Kilka miesięcy przed planowanym wyjazdem rozpoczęliśmy
poszukiwania naszej bazy wypadowej. Musiała ona spełniać następujące
kryteria: bliskie sąsiedztwo z górami, możliwość przechowywania roweru w
pokoju, cena, łazienka z ciepłą wodą, kuchnia, cisza.
Kilkadziesiąt minut w internecie przyniósł pożądane efekty. Jeden telefon i już mieliśmy
zarezerwowany na lipiec pokój w Schronisku Młodzieżowym w Głuchołazach.
Oprócz wyżej wspomnianych udogodnień schronisko posiada także: boiska
sportowe, stołówkę, w której można zakupić posiłki, świetlicę z tv, stół
do gry w tenisa stołowego (oczywiście korzystaliśmy), miejsce na ognisko i
grila oraz miłą obsługę. Ponadto ze schroniska jest blisko ok. 15 min.
pieszo do rynku i kościoła, ok. 10 min. do dzielnicy Głuchołazy-Zdrój,
kilka minut do piekarni i sklepów spożywczych. Budynek położony jest na
peryferiach miasta przy drodze Głuchołazy - Zlate Hory co bardzo ułatwia
wypady w góry.
Jeśli chodzi o standard to jest on typowy dla schronisk
młodzieżowych. Myślę jednak, że za tę cenę jest to idealna propozycja
zwłaszcza dla osób aktywnie spędzających wolny czas.
Dane teleadresowe:
Szkolne Schronisko Młodzieżowe PTSM
ul. Powstańców Śląskich 33
48-340 Głuchołazy
tel./fax. 077 439 15 47
e-mail: ssmglucholazy@wp.pl
http://www.noclegi.glucholazy.pl
|
|

|
|
więcej zdjęć bazy wypadowej w fotogalerii
|
|
Pierwsze szczyty (15.07.2006 r.)
Piękny sobotni poranek budzi nas blaskiem wschodzącego
słońca i zaprasza na wycieczkę w góry. Po wczorajszych ulewach pozostały
jedynie drobne kałuże i kilka chmurek na błękitnym niebie. Grzesiu nie ma
paszportu więc nie może przekroczyć granicy na turystycznym przejściu
granicznym zlokalizowanym na Biskupiej Kopie (890 m n.p.m.). Po uprzednim
śniadaniu i odwiedzeniu lokalnej piekarni wyruszam sam w drogę. Umawiamy
się przed południem przy kościele w Zlatych Horach by dalej kontynuować
wyprawę.
Aby zdobyć najwyższy szczyt polskiej
części Gór Opawskich obieram kurs na Pokrzywną skąd swój początek bierze
zielony szlak rowerowy. Chciałem jeszcze zobaczyć grób czarownicy i ruiny
zamku ale według napotkanych po drodze turystów z zabytków tych niewiele
zostało więc szkoda czasu. Pierwsza część drogi na szczyt była w miarę
łatwa. Jechało się dosyć szeroką (jak na szlak górski) drogą o żwirowej
nawierzchni i niewielkim stopniu nachylenia. Pokonując kolejne metry
zastanawiałem się o jakich trudnościach mówiła kobieta, z którą rozmawiałem
na początku szlaku. Po drodze mijam starą sztolnię, dawną skocznię
narciarską oraz kilkakrotnie przejeżdżam przez strumyk przecinający szlak.
Gdy na liczniku miałem już kilka kilometrów nagle żwir, zastępują duże
odłamki skalne a stopień nachylenia stoku gwałtownie wzrasta. W takich
warunkach dalsza jazda była niemożliwa. Schodzę z roweru i praktycznie aż
na sam szczyt muszę go prowadzić.
Na szczycie Biskupiej Kopy stoi 18 metrowa kamienna wieża widokowa z 1898 r.
wzniesiona przez niemieckie
towarzystwo turystyczne. Wejście na balustradę widokową jest możliwe za
około 2 zł. Z samej góry rozciąga się piękny widok na Głuchołazy, Zlate
Hory, okoliczne szczyty i las.
Około 11:00 spotykamy się w Zlatych Horach. Krótki odpoczynek na posiłek
przy urzędzie miejskim, w którym odbywa się ślub. W planach mamy odwiedzenie Sanktuarium
Matki Boskiej Wspomożenia Wiernych Maria Hilf słynące z cudownych
uzdrowień. Po II wojnie światowej władze zakazały odwiedzania Sanktuarium,
które z biegiem czasu popadało w ruinę i 16 maja 1973 r. całe miejsce
pielgrzymkowe wyburzono. Przez okres lat 90-tych Sanktuarium odbudowywano
z inicjatywy Stowarzyszenia na rzecz Odbudowy Miejsca Pielgrzymkowego i w
2000 r. budowlę przekazano administracji kościelnej. Całość została
sfinansowana z wpłat i darów wiernych.
Aby dojechać do celu wybieramy
wpierw czerwony szlak rowerowy a potem pieszy - żółty. Trasa wiedzie
stromą ścieżką przez las po bokach, której ustawiono stacje drogi
krzyżowej. Dojazd tą trasą wymaga sporo wysiłku, jednak warto podjąć trud
ze względu na przepiękne widoki na Biskupią Kope.
Cały kompleks jest bardzo ładny, zadbany i odnowiony. Układ architektoniczny nie wskazuje
jednak na budowlę z końca XX w. Zwiedzając Sanktuarium i jego otoczenie
zwróciłem uwagę na fakt, iż mnóstwo mijających nas ludzi rozmawiało w
języku polskim. W środku odbywały się nawet jakieś rekolekcje dla Polaków.
I gdyby nie napisy w języku czeskim poczułbym w 100 %, że jestem w Polsce.
Po krótkiej modlitwie z prośbą o bezpieczną
podróż, wyruszamy w dalszą drogę. Następnym punktem dzisiejszej wycieczki
jest skansen górnictwa złota położony niedaleko drogi prowadzącej do
Mikulovic. Po drodze odwiedzamy jeszcze Vyruv Kamen i ruiny zamku
Edelstejn. Potem czeka nas piękny zjazd asfaltową drogą do miasta (50-60 km/h)
i znowu kilka wzniesień by dojechać do skansenu. Na miejscu widać
dwa budynki (młyny) z kołami obracanymi przez wodę doprowadzaną specjalnymi
korytami. Zwiedzić można także korytarz, którymi przemieszczali się górnicy
oraz samemu spróbować wypłukać złoto w specjalnie przygotowanej studni.
Istnieje również możliwość za opłatą wynająć przewodnika, który pokaże w
jaki sposób uzyskiwano żwir i jak wypłukiwano z niego złoto.
Ruszamy w dalszą podróż by odwiedzić ostatni punkt
zaplanowany na dzisiaj, a mianowicie Jeskyne na Spicaku leżącą w pobliżu
miejscowości Pisecna. Mamy około 1,5 godziny czasu na ostatni termin
wejścia, tj. godz. 16:00. Dojeżdżamy do Mikulovic gdzie spotykamy się z
drogą krajową, którą decydujemy się nie jechać. Wbijamy się zatem w
niewielkie wsie i tam trochę się gubimy. Skutkiem tego jest to, że
spóźniamy się 10 min. i mimo moich próśb nie udaje nam się zwiedzić
jaskini. Od tej pory postanawiamy po Czechach jeździć tylko głównymi
drogami gdyż znacznie ułatwiają dotarcie do celu a ruch na nich jest
naprawdę niewielki. Wracając z Pisecnej do Głuchołaz odwiedzamy po drodze
zaporę na rzece Bela.
Gdzie warto jeszcze zajrzeć:
- Oficjalna strona miasta Zlate Hory
- Sanktuarium MB Wspomożenia Wiernych Maria Hilf
- Zlatorudne Mlyny
- Jeskyne na Spicaku - portal Jeseniky
|
|

|
|
|
|

|
|
|
|
więcej zdjęć z tego dnia podróży w fotogalerii
|
|
W górę i pod ziemię (16.07.2006 r.)
Niedziela również zapowiada się słoneczna i bezdeszczowa.
Jednak jest już trochę chłodniej dlatego zabieramy ze sobą więcej ciepłych
rzeczy. Pierwsze miejsce, które chcemy odwiedzić to miejscowość Rejviz
leżąca ok. 7 km na południowy-zachód od Zlatych Hor. Magnesem
przyciągającym turystów do tej prawdopodobnie najwyżej położonej na Śląsku
wsi (750-800 m n.p.m.) jest pensjanat "Rejviz". Sławę przyniosły mu
rzeźbione przez braci Braunerów karykatury odwiedzających pensjonat gości,
które umieszczali na oparciach krzeseł.
W pobliżu pensjonatu (ok. 30 min. drogi pieszo) znajduje się
narodowy rezerwat przyrody "Rejviz"
(Narodni prirodni rezervace Rejviz), w którym zobaczyć można ogromne
torfowisko wysokie z małymi jeziorkami polodowcowymi. Rezerwat jest
przykładem unikatowego krajobrazu tundrowego ukształtowanego 8 tys. lat
temu w okresie polodowcowym. Rezerwat można zwiedzać tylko pieszo dlatego
rowery zostawiamy przy w/w pensjonacie. Główny szlak prowadzi do Wielkiego
Mechowego Jeziorka. Pierwsza część trasy kieruje turystów dosyć szeroką
leśną drogą, po której maszeruje się swobodnie. Natomiast w miejscu, w
którym zaczyna się torfowisko wybudowano specjalne drewniane pomosty
umożliwiające dalszą wędrówkę. Wokoło widać zabagniony las, poprzewracane
drzewa, strumyki, korzenie oraz unikatową roślinność.
Rezerwat jest bardzo ładny lecz nie możemy tutaj dłużej zostać,
ponieważ mamy do zobaczenia jeszcze wiele innych ciekawych miejsc.
Ruszamy więc w dalszą drogę w kierunku miasta Jesenik.
Czeka nas fantastyczny zjazd asfaltową
drogą z mnóstwem serpentyn. Bez problemu uzyskujemy prędkości powyżej 50
km/h i tylko na ostrych zakrętach zwalniamy do 35-40 km/h. Naprawdę warto
podjąć taki trud by potem bez pedałowania zjeżdżać w dolinę. Prowadząc
małą statystykę wyliczyłem, że do samego Jesenika mieliśmy ok. 10 km i
trasę tą pokonaliśmy w 15 min.
Jesteśmy w centrum Jesenika.
Jest piękna słoneczna pogoda, niedziela, ruch samochodów
niewielki. Miasto bardzo ładne, zadbana zieleń miejska, odrestaurowywane
kamieniczki i dookoła wznoszące się malownicze szczyty górskie. Zwiedzamy
starówkę, ratusz, zamek na wodzie i inne zabytki. Historii miasta nie
poświęcamy dużo czasu, gdyż tym razem chcemy zdążyć odwiedzić Jeskyne na
Pomezi, która tworzy największy system jaskiniowy w Czechach. Powyższy
system został dokładnie zbadany dopiero w 1949 r., a w 1955 r. dokończono
prace nad udostępnieniem jaskini turystom. Całkowita długość trasy
zwiedzania wynosi 530 m podczas, której można podziwiać wiele ciekawych
form naciekowych powstałych w wyniku rozpuszczania marmuru.
Aby odwiedzić jaskinie jedziemy do pobliskiej miejscowości Lipova-lazne, w
której odbijamy na północ. Od tej chwili droga wiedzie cały czas pod górę,
ale położono nowy asfalt więc nie jest tak źle. Osoby, które nia dałyby
rady wjechać mogą razem z rowerami wsiąść do pociągu, którym można
zajechać praktycznie pod samo wejście do jaskini.
Na miejscu kupujemy bilety i czekamy w słońcu (jest trochę chłodno)
na swoją kolej, ponieważ grupy wpuszczane są co 30 min.
W środku jest dość chłodno warto więc
pamiętać o jakimś polarze. Jaskinia jest bardzo dobrze przygotowana do
obsługi turystycznej, przewodniczkę mieliśmy oczywiście w języku czeskim i
byliśmy jedynymi obcokrajowcami w grupie. Jaskinia jest bardzo ładna i
duże wrażenie robią ogromne formy naciekowe (stalaktyty, stalagmity,
stalagnaty, perły jaskiniowe, kaskady, osuwiska skalne i wiele innych).
Niektóre swym wyglądem upodobniły się do zwierząt a z innym wiążą się
ciekawe, śmieszne historie. W jaskini tej żyją nietoperze jednak żadnego
nie widzieliśmy. Można natomiast na pamiątkę przybić sobie pieczątkę z
rysunkiem nietoperza - symbolem jaskini.
Wracamy z powrotem do Jesenika na dworzec kolejowy.
Chcemy pociągiem podjechać pod
granicę, a że czasu jest trochę postanawiamy odwiedzić znany ośrodek
uzdrowiskowy sanatorium Priessnitz. Park uzdrowiskowy położony jest na
jednym ze szczytów otaczających Jesenik w dzielnicy Lazne Jesenik.
Oczywiście wjeżdżamy na górę nowiutkim asfaltem a ulgę przynoszą stojące
przy drodze zagospodarowane źródełka z zimną wodą.
Na stokach Studničního Wzgórza niespełna 2 km od miasta Jesenik stoi
okazały budynek sanatorium Priessnitz z bardzo ładnym parkiem,
po którym nie można jeździć rowerem.
Ze szczytu rozciąga się ładny widok na całe Jeseniki tylko w
podziwianiu krajobrazu przeszkadzają dość gęsto poprowadzone kable sieci
wysokiego napięcia.
Pierwszy instytut wodolecznictwa na świecie
powstał w 1822 roku na tutejszym wzgórzu na wysokości 620 m n. p. m.
Powstanie instytutu dało początek nowoczesnej balneologii, którego
kierownikiem był Vincent Priessnitz. Położenie sanatorium w nietkniętym
klimacie górskim o średnio drażniącym działaniu jest przede wszystkim
uzdrowiskiem klimatycznym. Tutejszy mikroklimat oraz wody leczą choroby
układu oddechowego, układu krążenia i tarczycy, choroby psychiczne,
choroby kobiece i choroby skóry.
Zbliża się godzina odjazdu naszego
pociągu. Szybko zjeżdżamy do miasta i pociągiem dojeżdżamy do Mikulovic
leżących przy granicy z Polską. Zbliża się wieczór i kończy się czas
rowerowej jazdy na dzień dzisiejszy. Jutro czeka nas prawdziwe wyzwanie.
Gdzie warto jeszcze zajrzeć:
- Strona pensjonatu "Rejviz"
- Narodni prirodni rezervace Rejviz
-
Oficjalna strona miasta Jesenik
-
Portal rejonu Jesionickiego
- Jeskyne na Pomezi - portal Jeseniky
- Sanatorium Priessnitz
|
|

|
|
|
|
więcej zdjęć z tego dnia podróży w fotogalerii
|
|
Odwiedziny u króla (17.07.2006 r.)
W ostatnim dniu naszej wyprawy po Górach Opawskich mieliśmy
zaplanowany wjazd na najwyższy szczyt Jeseników górę Praděd
(Pradziad) wznoszącą się na wysokość 1492 m n.p.m. Wczorajszy wypad w góry
dał się we znaki kumplowi więc po raz drugi zdobywać szczyt musiałem sam.
Nie mając żadnego praktycznego przygotowania do tego typu wypadów
zastanawiałem się czy fizycznie i psychicznie wytrzymam, ile mobilizacji i
samozaparcia będzie mnie kosztował podjazd. Postanowiłem jednak to zrobić
z myślą, że albo zmoknę albo zawrócę - cóż mi szkodzi. Trasę zaplanowałem
tak aby nie jechać drugi raz tą samą drogą. Wybrałem więc taki wariant:
najpierw pociągiem z Mikulovic do Jesenika, dalej z Jesenika drogą krajową
na Cervenohorske Sedlo (1013 m n.p.m.), potem szlakiem rowerowym wjechać
na szczyt, dalej zjazd asfaltową drogą do Karlovej Studanki i na koniec
odwiedzić Vrbno p. Pradedem oraz Zlate Hory.
Zabrałem ze sobą
wszystkie ciepłe rzeczy jakie miałem (koszulkę, flanelę i polar) do tego
dużo jedzenia (bułki, drożdżówki, batony, cukierki i wodę). Oczywiście
dokładnie sprawdziłem stan techniczny roweru. Założyłem kask, rękawiczki i
w drogę.
Rannym pociągiem wyjechałem z Mikulovic.
Po wypakowaniu się z pociągu wjazd na szczyt rozpocząłem przy dworcu
kolejowym w Jeseniku o 8:15. Pierwsze 10 km pokonałem w 30 min. jadąc
około 20 km/h. Droga wiodła przez - położoną wzdłuż rzeki o tej samej
nazwie - wieś Bela. Podjazd był minimalny praktycznie nieodczuwalny.
Myślałem sobie, że jak tak dalej pójdzie to na Cervenohorske sedlo wjadę
bez problemu. Czułem jednak, że ta idylla musi się skończyć bo po mojej
prawej stronie wznosiły się wysokie szczyty masywu Cervenej hory (1333 m
n.p.m.). Mój niepokój wzbudziły ciągnące się po jej szczycie chmury, które
mogłby mi popsuć pogodę i uniemożliwić obserwację panoramy Jeseników z
Pradziada.
Na końcu wsi Bela główna droga
rozdziela się na dwie. Pierwsza prowadzi do Karlovej Studanki a druga do
miasta Sumperk. Wybieram drugi wariant i od tego skrzyżowania aż na
Cervenohorske Sedlo jedzie się tylko i wyłącznie pod górę. Do pokonania
miałem różnicę wysokości wynoszącą 470 m. 8 km odcinek pokonałem w około
godzinę przy prędkości 7-9 km/h. Większość trasy wiodła przez las więc
podziwianie widoków było mocno ograniczone. Ruch samochodowy jak na drogę
krajową był nieduży. Jak już coś jechało to grupami, a najgorzej było przy
mijance z tirami i autobusami.
Cervenohorske Sedlo
- przełęcz położona na wysokości 1013 m n.p.m. Dookoła wykarczowano las,
pobudowano schroniska, restauracje i wytyczono kilka tras narciarskich.
Słońce mocno grzeje jednak wiejący wiatr jest bardzo zimny. Rozciąga się
stąd ładny widok na Jesenik i Sumperk. Odpoczywam dłuższą chwilę i
zwiedzam okolicę. Okazuje się, że w miejscu tym rozpoczyna się szlak
prowadzący po szczytach gór Keprnickich, którego przewodnikiem jest
Lubczyk - tutejsza roślinka używana przez górali od wieków. W praktyce
wygląda to tak, że maszerując wytyczonymi szlakami co jakiś czas spotykamy
tablice przedstawiające różne ciekawe opowiadania i fotografie tutejszej
przyrody. Oczywiście jest także polska wersja językowa. Drugą ważną
rzeczą, o której trzeba pamiętać wybierając się rowerem w tutejsze góry to
ta, że można nim jeździć tylko po tzw. cyklotrasach. Jest bezwzględny
zakaz wjazdu pod karą grzywny na szlaki piesze. Nie mam się jednak co
martwić gdyż z Cervenohorskiego Sedla na Pradziada prowadzi szlak
rowerowy.
Z drogi krajowej zjeżdżam na szuter od
razu prowadzący w górę. Jedzie się dość przyjemnie i tylko czasem trzeba
zejść z roweru aby uporać się ze zboczem i wystającymi kamieniami. Trasa
prowadzi zboczami okolicznych szczytów (Vel. Klinovec, Klinovec, Vyrovka,
M. Ded) dlatego też jazdę umilają co jakiś czas zjazdy. W wyższych
partiach gór (od 1100 m n.p.m.) gdzie las zastępuje karłowata sosna i
kosodrzewina rozciąga się fantastyczny widok na okoliczne doliny, wioski i
elektrownie wodną (v.n. Dlouhe strane). Po drodze mijam wielu turystów
także tych rowerowych serdecznie pozdrawiających i życzących dobrej
dalszej drogi. Tego typu trasa prowadzi aż do schroniska Svycarna będącego
pozostałością po domostwach mieszkających tu kiedyś Szwajcarów. Od
schroniska aż na Pradziada i potem do Karlovej Studanki prowadzi już tylko
droga asfaltowa.
Pradziad króluje nad okolicą z
koroną masztu stacji radiowo-telewizyjnych. Widoczny w promieniu
kilkudziesięciu kilometrów jest najwyższym szczytem Jeseników (Gór
Opawskich). Asfaltową drogą prowadzącą na szczyt wędruje mnóstwo turystów
podjeżdżających na okoliczny parking samochodami, autobusami i rowerami.
Miałem ogromne szczęście bo trafiłem na piękną słoneczną i prawie
bezchmurną pogodę. Silny zimny wiatr, który dał się we znaki na samym
szczycie (temp. odczuwalna ok. 10ºC) przeganiał szybko pojawiające się
chmurki. Wjazd na szczyt z Cervenohorskiego Sedla zajął mi 2 godziny.
Natomiast przyjmując Jesenik za punkt startowy wjechanie na Pradziada z
odpoczynkami zajęło mi 4 godziny podczas których przejechałem 31 km.
Jak już wcześniej wspomniałem na szczycie Pradziada wybudowano ogromną
antenę radiowo-telewizyjną wraz z restauracją i oszkloną wieżą widokową.
Wokół budynku wytyczono alejkę spacerową, z której można podziwiać widoki
na okoliczne szczyty, doliny i miejscowości. Przypinam rower i udaję się
na zwiedzanie. Wpierw obchodzę całość dookoła podziwiając widoki. Wzdłuż
alejki ustawiono tablice, na których wyrysowano oglądany z danego miejsca
horyzont. Pomysłowa sprawa. Gdy już nacieszyłem oczy widokami udałem się
do wewnątrz budynku i na zakupionej widokówce przybijam sobie pamiątkową
pieczątkę. Następnie nabywam bilet i windą wjeżdżam na 73 m wieżę
widokową. Całość jest zadaszona a zamiast murowanych ścian zamontowano
szyby. Na szybach wyrysowano panoramę, którą można oglądać z danej
pozycji. Co ja zobaczyłem? Przede wszystkim: okoliczne szczyty i doliny,
Śnieżnik, Biskupią Kope, Głuchołazy z okoliczną niziną opolską, miasto
Jesenik i Karlovą Studankę. W pogodne dni kiedy przejrzystość powietrza
jest znacznie większa podobno widać Beskidy, Tatry Wysokie, Wrocław,
Śnieżkę i Nysę.
Na górze siedziałem z dobrą
godzinę. Czas upływał bardzo miło lecz mnie czekał jeszcze długi powrót do
Głuchołaz. Zjeżdżam w miarę szybko na pobliski parking (Ovcarna) skąd
prowadzi jedyna asfaltowa droga do Karlovej Studanki. Trasa jest na tyle
niebezpieczna, że ruch na niej odbywa się wahadłowo. Zamknięty szlaban
świadczy o pierwszeństwie przejazdu pojazdów jadących na szczyt. Pytam się
dyżurującego strażnika czy rowerzysta może zjechać już teraz. Odpowiedź
była prosta: może pan ale na własne ryzyko. Jako, że to otwarcia drogi dla
naszego kierunku było ok. 10 min. postanowiłem poczekać. Teraz może trochę
statystyki. Długość drogi, na której obowiązywał ruch wahadłowy wynosi ok.
5 km. Jej stopień nachylania wynosi 12%. Droga jest wąska w miarę prosta z
kilkoma niebezpiecznymi zakrętami - asfalt oczywiście nowiutki bez żadnych
dziur. Ruszyłem. Bez jakiegokolwiek pedałowania przekroczyłem zaraz
prędkość 50 km/h. Najszybciej jechałem 58 km/h - wolałem nie przekraczać
60 km/h bo aż tak pewien za swój rower nie byłem. Zwalniałem jedynie na
zakrętach do 30-40 km/h. Całość drogi (ok. 5 km) pokonałem w 6 min. Takie
zjazdy to jest coś pięknego. Trzeba się tylko dobrze ubrać bo zimno.
Karlova Studanka - przepiękna uzdrowiskowa
miejscowość zaprojektowana i urządzona w charakterze parkowym. Główna
droga prowadząca przez centrum miejscowości została wybrukowana kostką
granitową. Wjeżdżając do Karlovej Studanki usłyszałem dziwny hałas
dobiegający zza parkingu. Oczywiście udałem się w miejsce skąd dochodził i
moim oczom ukazał się przepiękny wodospad. Takiego jeszcze nie widziałem.
Woda kilkoma strumieniami spływała po bardzo stromym zboczu prosto w
bardzo wąską dolinę.
Ale to nie z wodospadu słynie Karlova Studanka.
Jej atutem są lecznicze wody mineralne, które oczywiście można skosztować.
W centrum przy głównej drodze wybudowano drewnianą altankę, w której
nieustannie płynie woda mineralna. Jej smak jest bardzo żelazisty z
niewielką nutką siarkowodoru. Mi smakowała, piłem smakowo gorszej jakości.
Tuż obok znajduje się centrum inf. turystycznej, w którym zakupuję
pamiątkę, park oraz ładnie urządzona stacja meteorologiczna. Zwiedzam
jeszcze okoliczne uliczki, pstrykam kilka fotek i wracam do Głuchołaz.
Po drodze mijam jeszcze wiele ładnych wiosek i miasteczek jednak w
żadnym nie zatrzymuję się na dłużej. Delektuję się widokami, zjazdami i
piękną pogodą. Od czasu do czasu mijają mnie autobusy ze specjalną
przyczepą na rowery. Jest to już ostatni dzień naszej wyprawy, jutro
wracamy do domu.
Gdzie warto jeszcze zajrzeć:
- Oficjalna strona Karlovej Studanki
- Karlova Studanka - w serwisie fajna fotogaleria
|
|

|
|
|
|
więcej zdjęć z tego dnia podróży w fotogalerii
|
|
Jeszcze tu wrócę (18.07.2006 r.)
Do domu wracamy po południu. Dziękujemy gospodarzom za miłą
gościnę. Wsiadamy na rowery i znowu z ciężkimi plecakami jedziemy do
Prudnika. Tam wsiadamy w pociąg do Kędzierzyna Koźla a dalej do Gliwic. Z
Gliwic każdy z nas dojeżdża indywidualnie do domu. W domu wychodzi cały
wysiłek włożony w podróż: ból głowy, nóg, kręgosłupa, skurcze w łydkach.
Nie żałuję jednak ani trochę. Myślę, że był to dobry trening i masa
doświadczeń przed kolejnymi rowerowymi wyprawami w góry, o których rzecz
jasna opowiem na łamach serwisu trasyrowerowe.pl.
Te kilka dni pobytu
w Górach Opawskich nie dały mi możliwości zwiedzenia wszystkiego. Na pewno
powrócę w te piękne okolice by zajrzeć do Jeskyne na Spicaku, posłuchać
Nyznerovskich vodopadów oraz pojeździć uliczkami okolicznych miejscowości,
których nie zdążyłem odwiedzić.
|
|
|